Black-Mirror-plakatZwiększająca się rola mediów i nowych technologii w codziennym życiu coraz częściej staje się tematem dyskusji. To, co jeszcze całkiem niedawno było poruszane jedynie w powieściach science-fiction, obecnie zupełnie poważnie jest analizowane przez socjologów i psychologów jako dziejące się „tu i teraz”. Naturalnie za przykład może posłużyć młode pokolenie przykute do swoich coraz bardziej wybajerzonych gadżetów, nie ma się jednak co oszukiwać – wszyscy jesteśmy ofiarami rozwoju technologii. Nawet jeśli stronimy od aktywności w Internecie, jeśli nie mamy konta na Facebookach, Twitterach i innych, jeśli unikamy telewizji, gdzie jesteśmy atakowani zsyntetyzowaną telewizyjną papką, w postaci coraz płytszych programów „rozrywkowych” oraz spreparowanymi na czyjeś potrzeby „faktami”, to i tak żyjemy w państwie, którym kierują ludzie zależni od mass-mediów.

I z grubsza rzecz ujmując właśnie o tym jest miniseria „Black Mirror” (w Polsce „Czarne Lustro” można było obejrzeć na kanale HBO), zdobywczyni nagrody Emmy w kategorii najlepszy film telewizyjny/mini serial za 2012 rok. Ojcem tej produkcji jest Charlie Brooker, który osobom zainteresowanym fantastyką może się ew. kojarzyć z miniserialem pt. „Dead Set”, nie jest to jednak znana postać. Obecnie na „Black Mirror” składają się dwa sezony, każdy po trzy niepołączone fabularnie odcinki, zaś jedynym spoiwem pomiędzy kolejnymi odsłonami jest wspomniany na początku rozwój technologii i mediów.

Black-Mirror-waldo

Serial jest dziełem Brytyjczyków i to daje się odczuć od samego początku. Historie pomimo wspólnego czynnika są od siebie znacząco różne i jak na realia telewizyjne nietuzinkowe. Dwa odcinki można sklasyfikować do fantastyki politycznej: w „The National Anthem” nieznany sprawca porywa królewską księżniczkę i w ramach okupu domaga się, aby premier odbył stosunek z świnią (i to nie jest metafora), w „The Waldo Moment” bohater animacji dla dzieci staje się poważnym politycznym konkurentem w nadciągających wyborach. Pozostałe historie zdradzają silniejszy związek z science-fiction: w rzeczywistości „The Entire History of You” dostępne są tzw. „seeds”, tj. elektroniczne wszczepy, które pozwalają na zapisywanie wszystkiego co widzi użytkownik, więc właściwie oferują nieograniczoną pamięć wzrokową; w „Be Right Back” zmarli bliscy mogą zostać zastąpieni przez quasi-inteligentne boty-komunikatory; natomiast „Fifteen Million Merits” przedstawia śmiałą wizję futurystycznego świata, w którym większość ludzi zarabia na swoje życie poprzez mechaniczne produkowanie energii zużywanej przez infrastrukturę, a jedyną szansą wyrwania się z szarzej rzeczywistości jest sukces w talent show „Hot Shots”. W serii (odcinek „White Bear”) znalazło się również miejsce na wariację na temat zombie, w tym przypadku cierpiąca na amnezję bohaterka odkrywa, że ludzie zostali zarażeni nieznanym wirusem, który sprawia, że większość biernie nagrywa wydarzenia dookoła telefonem, zaś tzw. „hunters” polują na niezakażonych.

Black-Mirror-rower

Brzmi interesująco? Pikanterii dodaje fakt, że każdy z odcinków zawiera fabularną woltę. I nie mam na myśli delikatnego zwrotu akcji, tylko zdarzenia albo odkrycie faktów, które rzucają zupełnie inne światło na cały odcinek.

 

Zdecydowanie największą zaletą „Black Mirror” jest fakt, że świetne pomysły nie zostały zmarnowane przez marne wykonanie, lichy scenariusz czy niedorzeczne zwroty akcji. Każdy odcinek posiada drugie, a czasem i trzecie dno, i daje pole do refleksji nad kondycją ludzkiego gatunku. Cieszy to tym bardziej, że można stworzyć ambitne filmowe science-fiction bez uciekania się do wizualnych fajerwerków, czego jedynym wyjątkiem jest „Fifteen Million Merits”. Oczywiście większość z przedstawionych zdarzeń nie ma prawa zdarzyć się w rzeczywistości, choćby z powodów technicznych czy ekonomicznych, jednakże seria stanowi dla mnie kwintesencję tego czym powinna być fantastyka, tj. przyjmowanie założeń, nawet naciąganych czy zupełnie nieprawdopodobnych, i budowanie na tej podstawie historii.

Black-Mirror-news

W mojej opinii najsłabiej wypadają dwa odcinki, które zaliczyłem do fantastyki politycznej, ale nie dlatego, że są słabe. Po prostu przedstawiona w nich wizja nie jest tak odważna jak w pozostałych, co nie zmienia faktu, że te obrazy skłaniają do przemyśleń dokąd dąży polityka i jak komercyjność upadla dyskusję publiczną. „The Enitre History of You” zniechęca do idei idealnej pamięci. Czy wycinając jakąś część naszej pamięci pozostajemy sobą? Czy oglądając wielokrotnie ważne wspomnienia nie popadamy w obłęd szukając ukrytego znaczenia w nieistotnych szczegółach? Jak w takich warunkach można budować zdrowe związki międzyludzkie? Z kolei „Be Right Back” jest wodą na młyn na temat dyskusji o sztucznej inteligencji. Co stanowi o tym kim jesteśmy? Czy jeśli zsyntetyzujemy zastępców naszych zmarłych bliskich to czy ból po ich stracie ustąpi? „White Bear” jest oczywistą paralelą społeczeństwa bezrozumnie oddanych swoim gadżetom oraz bierności w stosunku do prawdziwych zdarzeń. Zdecydowanie najlepszym i najciekawszym obrazem jest natomiast „Fifteen Million Merits”. Przyszłość, w której społeczeństwo sprowadzone jest do najniższych trybików systemu, jest karmione sztuczną niby-rozrywką, zalewana reklamami i bez widoków na poczucie prawdziwej indywidualności. To również sprowadzona do absurdu parabola portali społecznościowych, które zastępują użytkownikom rzeczywistość na ich własne życzenie, oraz talent-show, które zupełnie nie są tym, czym były w zamierzeniu.

Black-Mirror-telefon-zombi

Seria ma naturalnie pewne mankamenty. Największy z nich to niefortunny wybór kolejności odcinków w pierwszym sezonie, a konkretnie wybór „The National Anthem” na otwarcie serialu. Co dość oczywiste dla każdego zwolennika fantastyki przedstawioną sytuację należy traktować z pewnym przymrużeniem oka, jako gorzką parodię, jednak dla przeciętnego widza obraz może wydawać się bzdurny i zniechęcić do zapoznania się z pozostałymi odcinkami. Błyskotliwości scenariuszy nie osiąga obsada, która jednak nadal utrzymuje dobry, „rzemieślniczy” poziom.

„Black Mirror” to opowieści o posthumanizmie, o tym w jakim kierunku zmierza polityka, więc i cały otaczający nas świat, o tym jak jednostka może być stłamszona i zasymilowana przez system, i wreszcie o tym, że nie kontrolujemy już dokąd dążymy. „Black Mirror” nie jest najlepszym serialem science-fiction. Po prawdzie, to nawet nie jest serial, bardziej telewizyjny odpowiednik literackich antologii. Niespotykanie dobrej antologii.

Black Mirror , reż. Charlie Brooker, Wielka Brytania 2011
filmweb.pl – 8,2/10
imdb.com – 8,7/10